Wyszukaj:

Aktualności

29.08.17
Start ten traktowałam jako pewne "przetarcie" i zorientowanie się jak to w ogóle wygląda... Już...

17.08.17
W  Zieleńcu odbyły się Otwarte Mistrzostwa Dolnego Śląska w maratonie MTB. Będąc na krótkiej...

28.06.17
Jak to bywa z zapisami na Uphill Race, trzeba szybko się decydować… zapisy o ile dobrze pamiętam...

Rowerem na Szrenicę

 

W ostatnich latach regularnie startowałem w uphillu na Śnieżkę, dlatego w tym postanowiłem dla odmiany spróbować czegoś nowego. Słyszałem, że wjazd na Szrenicę jest bardzo wymagający, bardziej techniczny i stromy od tego na Śnieżkę. Prognozy pogody na dzień wyścigu były bardzo pesymistyczne: opady deszczu, możliwe burze dlatego postanowiłem uzbroić rower w błotniki (coś co mi się bardzo rzadko zdarza). W piątek przed wyścigiem było bardzo gorąco, zaraz po przyjeździe udało nam się zrobić krótkie wprowadzenie i zdążyć dojechać na nocleg zanim zaczęło padać. Padało w nocy i rano jak pojechaliśmy po pakiety startowe, góry spowiły się mgłą i było jakieś 11 stopni. Na szczęście przed samym wyścigiem przestało padać, niebo zaczęło się przecierać. Sam start wyglądał dosyć specyficznie. Zjechaliśmy spokojnie za samochodem sędziowskim do Drogi pod Reglami, ale start ostry nie nastąpił od razu. Czekaliśmy około 10 minut, po czy trzeba było ostro ruszyć pod górę. Przestygnięte mięśnie nie chciały od razu działać pełną parą. Na szczęście dosyć szybko doszedłem do siebie i zacząłem przechodzić do przodu. Początek był bardzo szybki: łagodne podjazdy, wypłaszczenia i zjazdy. Pierwsza grupa liczyła kilkanaście osób i początkowo w niej jadąc czułem się jak na płaskim wyścigu. Tempo było dosyć mocne, dlatego w pewnym momencie puściłem koło i zacząłem jechać swoje. Długo widziałem czołówkę, która mocniej mi odjechała na zjazdach (gdzie ostatecznie straciłem z nią kontakt wzrokowy). Od tego momentu jechałem z Radkiem Markiewicznem, który doganiał mnie na zjazdach. Po tym jak zjechaliśmy po trawie wzdłuż Puchatka tak naprawdę zaczęła się zabawa. Najpierw techniczny podjazd między korzeniami, kamieniami i błotnymi koleinami. Trochę było trzeba się nagimnastykować, żeby nie zejść z roweru J. Potem zaczął się właściwy podjazd na Szrenicę. Bardzo stromo i nierówne nieprzyjemne kocie łby. Nawierzchnia ze Śnieżki wydaje mi się teraz autostradą :D Było tak stromo, że praktycznie cały podjazd musiałem przepychać z dużym dyskomfortem, nie mogąc zastosować ukochanej jazdy na kadencji. Prędkość wspinaczki była tak wolna, że zaparowały mi okulary, a do oczu napłynął pot. Prawie nic nie widząc zmagałem się z tym piekielnym podjazdem. Sam podjazd wyglądał następująco: było stromo, a momentami jeszcze bardziej stromo. Dojeżdżając na metę słyszałem, że jestem pierwszą kobietą :D Podziękowałem ładnie i wytłumaczyłem, że jednak jestem facetem J Nie czułem, żebym pojechał jakoś super. Mocno cierpiałem jadąc na tak niskiej kadencji. Okazało się jednak, że przyjechałem 9 Open i 4 w M3 – czyli całkiem ładnie. Pogoda dopisała, pomimo niekorzystnych prognoz na sam wyścig było idealnie, a na samej górze się rozpogodziło i nawet dało się podziwiać widoki

 

Krzysiek

 
DeszczowySierakow

W niedzielę 29 maja wystartowałam ponownie w Sierakowie - 3x robiąc "połówkę" Iornmana.

Przed startem kilkakrotnie toaleta w wiadomym celu.

Tym razem nie miałam noclegu blisko startu (kilka kilometrów od Sierakowa). Na śniadanie coś "pewnego" - płatki owsiane.

O 8mej zamykano ulice, do 8.30 trzeba było i tak opuścić strefę zmian (dzień wcześniej wstawiałam tam rower).

Przed startem jeszcze w wodzie "testowałam", które okularki wziąć,  jako, że w jednych strzelła mi  oryginalna "gumka"(na wody otwarte), basenowe już dość "wyjechane". Takie coś powinno robić się dużo wcześniej.
Punktualnie o 9tej rano wystartowała pierwsza grupa - profesjonalistów.

10minut za nią grupa czerownych czepków, w której znalazłam się ja ;-). Kilka minut przed naszym startem zaczął padać deszcz. Jednak w wodzie to nie przeszkadza, o ile to nie jest ulewa ograniczająca widoczność.

Początkowo miałam problem z widzeniem  bojek, przez wciąż machającymi przede mną rękom i te "nieszczęsne" okularki. Płynęło mi się dobrze, zresztą nie mam z tym problemu Starałam nie płynąć w "kupie" ludzi.

Pierwszy raz na zawodach z nowym zegarkiem Garmina, dzięki czemu mogłam śledzić pod wodą przepłynięty dystans ;-).

Wychodząc z wody trzeba było uważać, ponieważ od deszczu maty były śliskie. Standardoow podbieg pod górę do strefy zmian. Tym razem bez problemu odnalazłam mój rower. Z pianką troche się "grzebałam" reszta poszła dość sprawnie. Nie zakładałam okularów, ani korekcyjnych, ani ciemnych na słońce, jako, że parowały.

Na rowerze pierwsze kółko jechałam bardzo zachowawczo, ponieważ droga była mokra. Podobno na 1wszym zakręcie było sporo "gleb". Na pierwszym okrążeniu wyciągnęłam batonika, którego pierwszy raz próbowałam i tak jadłam go na raty, aż przez 3 okrążenia.

Na zawodach trochę potestowałam pożyczoną lemondkę, używają ją częściowo (cały czas w takiej pozycji nie mogłabym jechać).

Na rowerze zjadłam jeden kawałek banana, 2 żele i batonika.

 

Nie czułam zmęczenia po rowerze, za to... nogi bolały po raz pierwszy po przejściu do biegania. Czułam przez około 2.5-3 kilometry golenie. Całe szczęście ból "puścił. Biegło się ok, ale gdy słońce wyszło, było duszno. Na każdym bufecie polewałam się wodą... i były problemy związane z toaletą (muszę "poeksperymentować z żywieniem, przed jeszcze dłuższym wyścigiem).

Na trasie biegowej widziałam sporo znajomych twarzy, którzy kibicowali.

Pod koniec trzeciego okrążenia rozwiązało mi się sznurowadło, które jeszcze trzykrotnie później (chyba pora wymienić sznurowadła). Ostatnią pętlę biegłam z uwierającym mnie kamyszkiem w prawym bucie.

Na podbiegach sporo osób chodziło. Na ostatnim okrążeniu wszyscy przede mną szli, a ja ich tylko "wymijałam". Końcówka to był sprint z dwoma osobnikami płci przeciwnej.

Na metę wbiegłam po czasie 5h36m56s , poprawiając zeszłoroczny czas o 9minut.

Dało mi to 29 miejsce OPEN Kobiet, 8 w kategorii wiekowej, 500 OPEN.

Na tle innych najlepiej tym razem poszedł mi bieg, najgorzej jak to zwykle rower ;-). Czas z rowera i biegania poprawiłam, a pływanie nieco gorzej.

Fizycznie dobrze się czułam. Dobry prognostyk na przyszłość ;-).

Rafał startował na "ćwiartce" dzień wcześniej zajmując świetne 12 miejsce w swojej kategorii wiekowej z czasem 2:30:49

Podziękowania, dla wszystkich którzy mi kibicowali, czy to na trasie, czy poza nia, dla sponsorów RowerTramp oram Northtec Bike Team.

 

Gizela

 
«« pierwsza « poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna » ostatnia »»

Strona 10 z 35

Sponsorzy

Northtec

 

Rower Tramp