Wyszukaj:

Aktualności

05.05.18
XTERRA - zaplanowałam  w zeszłym roku Jednak pewne nieforutnne zdarzenie pozmieniało...

14.04.18
W związku z tym, że w niedzielę 18go marca przypadały moje urodziny, a...

29.08.17
Start ten traktowałam jako pewne "przetarcie" i zorientowanie się jak to w ogóle wygląda... Już...

Bike Challenge - Poznań

W słoneczną sobotę 13 września 2014 r. odbyły się pierwsze kolarskie wyścigi w Poznaniu – Poznań Bike Challenge, na dystansie 100 km. Na starcie zjawiło się sporo, bo ponad 1700 uczestników. Organizator przydzielał sektory w zależności od zadeklarowanej przy rejestracji przewidywanej średniej prędkości przejazdu, oraz rodzaju roweru, na którym miało się zamiar jechać. Ponieważ asekuracyjnie zadeklarowałem średnią 35km/h przyszło mi startować z 2 sektora. Liczyłem jednak na to, że w grupie współzawodników, znajdzie się kilka osób, które popełniły podobna gafę i będą próbowały mimo wszystko gonić tych z „pierwszego”. Aby ustawić się jak najbliżej linii oddzielającej sektor pierwszy od drugiego, przyjechałem na miejsce pół godziny wcześniej. Ku mojemu zdziwieniu sektory były już gęsto zapełnione a sznur zawodników ciągnął się tak daleko, ze nie sposób było dojrzeć gdzie jest jego koniec. Na szczęcie, było jeszcze wystarczająco miejsca, aby przebić się w założoną wcześniej strefę sektora. Odliczanie minut do startu wydawało się nie mieć końca – z uwagi na brak sygnału od służb mundurowych o zabezpieczeniu trasy, zawody rozpoczęły się z półgodzinnym poślizgiem. Co zafundowało większości zawodników ponad godzinną stójkę w sektorach.

Pierwszy sektor wystartował ostatecznie o 9:30, każdy następny „puszczany” był w odstępach 3 minutowych. Początek bardzo mocny, ostre ciśniecie w pedały przez pierwszych kilkaset metrów, aż do skrzyżowania ulic, na którym trzeba było zwolnic z uwagi na przecinające tor jazdy szyny tramwajowe i zakręt w lewo, po którym następował za chwilę, kolejny skręt na rondzie w prawo prowadząc zawodników do centrum Poznania.  Tam, na skrzyżowaniu ulic Królowej Jadwigi i Drogi Dębińskiej, kolejne torowisko i bardzo nierówna w tym miejscu nawierzchnia.  Już na początku wyścigu uformowała się grupka osób, którzy widać, że mieli ciut większe ambicje niż samo pokonanie dystansu 100 km. Jeszcze przed wyjazdem z Poznania minęliśmy ostatnich  zawodników z pierwszego sektora, którzy najwyraźniej przeszacowali nieco swoje możliwości stając pośród tych najsilniejszych kolarzy. Dalej trasa prowadziła tzw. „Starą Piątką” na Gniezno a peleton jechał dość żwawym tempem. Gdzieś w okolicy Pobiedzisk złapaliśmy kilkudziesięcioosobową grupę kolarzy z pierwszego sektora, którą z uwagi na dosyć szeroką drogę łatwo minęliśmy lewą stroną. Kolejną, tym razem dużo bardziej pokaźną,  myślę że ponad stuosobową grupę dogoniliśmy już na lokalnej drodze, po odbiciu w Lednogórze na Dziekanowice. Tym razem nie było tak łatwo, jak poprzednim razem, bo peleton jechał praktycznie całą dosyć wąskiej szerokością szosy. Większa część grupy przeciskała się skrajną lewą, ja natomiast prawą stroną drogi. Przebicie się przez ten tłum rowerzystów zajęło kilka dłuższych chwil. Dalej droga prowadziła na Kiszkowo, Wronczyn, Tuczno i Wierzenicę. Na tym odcinku w dwóch miejscach nawierzchnia była w zdecydowanie gorszym stanie, co przy oponach napompowanych do 9,5 bara i prędkości, która wynosiła na tych odcinkach mniej wiecej 35 km/h, dosyć mocno trzęsło. I właśnie gdzieś w okolicy Tuczna o mały włos nie zaliczyłem kraksy, a było ich, tylko w mojej grupie, w najbliższym otoczeniu osób, wśród których jechałem – 5. I jeden z takich właśnie upadków spowodował, ze zawodnik który jechał tuż obok nie, odruchowo spojrzał  w prawo, w kierunku upadającego kolarza co spowodowało, iż sam skręcił mimowolnie w lewo, wpadając na mnie. Ja starając się opanować rower wylądowałem na trawiastym poboczu, ledwie nie kończąc w przydrożnym rowie. Na szczęście utrzymałem równowagę i wybroniłem się przed upadkiem. Wyprowadziłem rower z powrotem na szosę , gdzie z twardego przełożenia, którego nie zdążyłem wcześniej zredukować, mocno naciskając na pedały dogoniłem czołówkę grupy. Końcówka trasy dosyć nerwowa. Praktycznie po minięciu tablicy z napisem „Poznań” wiele osób niecierpliwie próbowało przebić się na przód peletonu by wypracować dobrą pozycję przed finiszem.  Dobrym momentem na taki manewr było skrzyżowanie u. Głównej z ul. Hlonda. Po ostrym skręcie w lewo, wstanie z siodełka i szybkie rozpędzenie roweru sprawiło, że zrobiło się trochę luźniej. Na ostatniej prostej, przed metą na ul. Baraniaka w kierunku „Malty”, znów nerwowo. Ci, którzy zachowali siły, próbowali urwać jeszcze kilka sekund. Z  tyłu dało się słyszeć, trzask kolejnego upadku i przeklinających osób biorących w nim udział. Jeszcze kilkadziesiąt metrów i udało się szczęśliwie minąć linie mety.

Osiągnięty czas to 2:32:47, co dało 65 lokatę, przy średniej prędkości przejazdu 39 km/h i stratę ok. 10 min. do zwycięzcy.

Tomek

 
CrossTriathlon Czerwonak

W sobotę 23go sierpnia wystartowałam w drugim w życiu (a zarazem w tym roku) triathlonie terenowym. Tym razem miejsce startu to Czerwonak niedaleko Poznania

Dystans do pokonania to 750m/26,3km/11,3km, czyli krótszy, niż poprzedni (olimpijski)

Na śniadanie standardowo owsianka, na drugie , to samo co przed Uphill Race Śnieżka czyli naleśnik z jabłkiem na godzinę przed startem.

Wyjeżdżając rano z domu było 12 stopni, jednak temperatura się podniosła. Według mnie pogoda była idealna na start.

Pierwsi zawodnicy startowali o godzinie 10tej.

Startowaliśmy w parach skacząc do jeziora z pomostu w odstępach 10sekundowych. Ja wraz z Rafałem (fajnie się złożyło, że razem) w 3ciej parze, 20sekund po godzinie 10tej.

Wskoczyłam do wody przed Rafałem. Płynęło się tutaj z punktu A do B, w linii prostej, nie jak to zazwyczaj „naokoło” , starałam się wynurzać głowę co 6 ruchów ręki, jednak robiłam to czasem co 9 bądź więcej ruchów i...zbaczałam w złym kierunku. Gdy kolejne osoby, startujące za mną mnie doganiały, denerwowało mnie.

Wyszłam z wody niezbyt zadowolona, bo wydawało mi się , że ze słabym czasem (zakładałam wcześniej, że zajmie mi to około 15-16minut). Jednak jak się później okazało czas był całkiem niezły - średnia prędkość 3.2km/h!

W strefie, jak to ja długo się grzebałam, problem ze ściągnięciem pianki jak zwykle;) Porozmawiałam sobie naokoło z innymi.

Na rower jak wsiadłam pierwsze 2 km dość mocno przydusiłam, bo aż czułam.. nie miałam pulsometru, więc nie monitorowałam tętna. Stwierdziłam, że trzeba trochę odpuścic, skoro czeka mnie niełatwy bieg w terenie.

Co jakiś czas kogoś doganiałam, czasem mnie ktoś.

Na około 5,5km dogonił mnie Tomek, tak utrzymałam się jemu na „kole” niecały kilometr, kolejne 3kilometry później wyprzedził mnie Rafał, który poszedł jak „kuna”.

Trasa rowerowa miała 2 pętle, wiedziałam, że jadę pierwsza, ale nie byłam pewna, że faktycznie, bo ostatnie kobiety mogły startować nawet 8-9minut za mną... wiedziałam za to, że całkiem dobrze jadę. W pobliżu mety był nawrót i jechało się w jedną stronę około 1.5km, dzięki czemu mogłam widzieć osoby kończące pierwszą pętlę, gdy ja już jechałam drugą. Do czasu ‘rozjazdu’ nie ujrzałam żadnej kobiety, wobec czego wiedziałam, że przewaga jest, tylko nie wiedziałam czy wystarczająca.

Nieco dalej, dogoniły mnie 2 osoby, jakiś czas jechaliśmy w trójkę. Może przez 3kilometry;) . Później mi uciekli.

Długo jechałam sama, dalej doganiali mnie faceci z wyższymi numerami startowymi, widać było, że mają „wyrzeźbione” nogi, spd’y i całkiem ok sprzęt ;-).

Całe 26,3km zajęło mi niespełna 1h6minut, co dało prędkość średnia 24km/h.

Wbiegłam do strefy , i mi mówili inni, że sie grzebie ;-). Jakaś nieznana mi dziewczyna robiła zdjęcia, mówiła, że fajnie jak siedzę przy rowerze i zmieniam buty ;-) , głośno wykrzykująca moje imię...

 

Zaczynając trasę biegową widziałam czas, że około 1h 24minuty, więc byłam zadowolona, wiedziałam, że czas obstawiany na dzisiejsze zawody powinnam zbić.

Początek trasy to tzw. „kurwidołki” , po chwili rów z wodą, który przeskakuję ... podbiegi, zbiegi, dobrze mi się biegło. Oznaczenie trasy co 1kilometr, dzięki temu miałam pogląd na to, jak się biegnie. Co jakiś czas doganiały mnie kolejne osoby. Trzymałam równe tempo, żeby się nie „zagrzać” lepiej być troszkę później na mecie, niż spacerować ostatnie kilometry. Na trasie znajoma, która była na treningu poinformowała mnie, że ładnie biegnę, i sporo „odstawiłam” pozostałe konkurentki na rowerze. Na co odpowiadam, że dobrze by tak pozostało. Do tej pory nie żywiłam się na trasie, jeden żel wzięłam. I nagle zaczął się najtrudniejszy odcinek trasy. Podbieg na Dziewicza Górę. Biegłam powoli, stawiając małe kroki, mając wrażenie, że stoję w miejscu... Mówiłam innym, że tędy powinna wieść, ale trasa rowerowa. Na szczycie Dziewiczej Góry, obiegaliśmy wieżę i tam czekał upragniony bufet z wodą, wzięłam butelkę, aby popić żel, który wtedy „wciągnęłam”. Kilka kroków dalej zraszacz z wodą, na ochłodzenie. Resztę wody z butelki wylałm na siebie i pobiegłam dalej. Na zbiegu minęłam pewne osoby. Do mety już blisko... około 4 kilometry.

Dogoniłam pewną osobę, trochę porozmawialiśmy, obok pewien trener, dający nam od czasu do czasu porady, żeby „strzepać” ręce co jakiś czas itd.”Trener” powiedział, żebym trzymała tempo, nie szarżowałam, „biegniesz dobrze, nawet bardzo dobrze”.

Tak chyba biegliśmy około 3 kilometry... Jednak mi uciekli ;) , blisko końca jeszcze mały podbieg... ostatni kilometr był najgorszy, jako, że zaczęłam znowu czuć „podbicia” stopy [mam z tym problem].

Po czasie 2h23m56s dotarłam na metę, co dało mi znaczną przewagę nad kolejną kobietą za mną (17minut), dzięki czemu wygrałam zarówno w swojej kategorii wiekowej, jak i 1 miejsce Open Kobiet, 24/90 OPEN wśród wszystkich osób, które ukończyły.

Rafał zajął 1wsze miejsce w swojej kategorii wiekowej, a jednocześnie 4 OPEN.

Bardzo jestem zadowolona ze startu, w każdej dyscyplinie zbiłam czas, zakładany przez siebie, chyba najlepiej „zbijając” procentowo czas na biegu. Na metę dotarłam jeszcze z zapasem "sił' ;-)

Organizacyjnie świetnie jak na 1wsze zawody, sugerowałabym dać wcześniej bufet na trasie biegowej, a nie po ponad 6kilometrach. Całe szczęście nie było upału... ;-).

Trasa dobrze oznaczona, zarówno biegowa, jak i rowerowa, niejeden organizator mógłby się nauczyć ;-).

Trasa rowerowa bardzo prosta, szybka, przydałyby się podjazdy, chociaż jeden na Dziewiczą Górę.

Krzysiek

 
«« pierwsza « poprzednia 31 32 33 34 35 36 następna » ostatnia »»

Strona 35 z 36

Sponsorzy

Northtec

 

Rower Tramp