Wyszukaj:

Aktualności

17.08.18
W ostatnią niedzielę w Obiszowie odbyła się kolejna edycja z cyklu Bike Maraton. Wyścigowi towarzyszyła...

26.06.18
Rowerem na Szrenicę był pierwszym tegorocznym startem w Polsce.. już wcześniej słyszałam, że trudniejszym,niż...

23.06.18
Założeniem  startu w Paphos były prędkości średnie, nie zajęte miejsce, o czym nawet rozmawiałam...

Szklarska Poręba 2014

Bike Maraton Szklarska Poręba – 16.08.2014

Szklarska Poręba jest jedną z moich ulubionych tras cyklu Bike Maraton. W zeszłym roku jechało mi się tutaj bardzo dobrze i odnotowałem jeden z najlepszych występów w sezonie. W tym roku miałem okazję spędzić cztery dni na początku sierpnia eksplorując tutejsze szlaki w doborowym towarzystwie. Ostatniego dnia objechaliśmy praktycznie całą trasę tegorocznego wyścigu. Prawdziwe górska z wymagającymi zjazdami i równie wymagającymi podjazdami. W suchych warunkach rewelacyjna trasa, taka w sam raz, dająca dużo radości z jazdy.  Pod koniec objazdu złapała nas burza, co niestety okazało się prorocze… Prognozy na dzień wyścigu były niestety niekorzystne, po prostu miało padać. No i padało praktycznie całą noc, rano też jeszcze siąpiło. Odpalona rano mapa radarowa wlała trochę nadziei w nasze serca, było na niej widać, że największa strefa opadów  oddala się na wschód. Ze względu na niską temperaturę (około 10 stopni) i przenikliwe zimno, postanowiłem ubrać się bardzo ciepło. Cienka potówka z długim rękawem, ocieplane nogawki i zimowe skarpetki z merynosa, a na rozgrzewkę dodatkowo kurtka przeciwdeszczowa. Pomimo tak ciepłego ubioru na rozgrzewce wcale nie było mi ciepło, dodatkowo pod koniec znowu zaczęło padać. Na szczęście jak wchodziłem do sektora już nie padało. W obliczu tak niekorzystnej aury taktyka na wyścig z nastawienia bojowego zmieniła się na tryb przetrwania, byle dojechać do mety w jednym kawałku. Na pierwszym długim podjeździe systematycznie wyprzedam, ale nie przychodzi mi to z łatwością. W zasięgu około 20 metrów widzę Aleksandrę Misterską, ale tym razem nie jestem w stanie jej dogonić. Na trawiastym zjeździe nagle tracę całkowicie przyczepność, prawie wpadając w drzewa. W ostatniej chwili odzyskuję trakcję i wyprowadzam rower na właściwą ścieżkę. Było to mocne ostrzeżenie, że tego dnia jest bardzo ślisko i trzeba bardzo uważać.  Pierwszą glebę zaliczam na zjeździe do Jagniątkowa. Z objazdu pamiętam, że nie da się tam zjechać ze względu na uskoki, ale końcówkę można zjechać bokiem po trawie zamiast sprowadzać po kamieniach. Jednak zbyt szybko ruszam po stromym zboczu i po chwili katapultuje mnie na jakimś kamieniu ukrytym w trawie. Na poprawkę kilka kilometrów dalej, tuż przed pierwszym bufetem nokautuje mnie moje własne siodełko. Na śliskim, stromym i kamienistym podjeździe podbija mi nagle tylne koło. Zatrzymuję się ze skutkiem natychmiastowym, ale siłą rozpędu siodło wbija mi się między cztery litery. Uderzenie było potężne, aż ciężko było mi ustać. Po dłuższej chwili dochodzę do siebie i jakoś docieram do bufetu. Kawałek dalej dogania mnie Wojtek Polcyn i przez chwilę jedziemy razem, do pierwszego zjazdu oczywiście :) Na podjeździe pod Dwa Mosty systematycznie połykam kolejnych zawodników, a pod sam koniec doganiam bardzo ładnie jadącą zawodniczkę z Bioam Racing Team. Proponuję żeby wskoczyła na koło co też czyni, a ja systematycznie do szczytu podkręcam tempo. Oczywiście na zjeździe powoli się oddala, żeby na mecie być wiele minut przede mną. W dalszej części trasy tradycyjnie tracę na zjazdach, a straty odrabiam na podjazdach. Na trudnym zjeździe zielonym szlakiem do Michałowic zaliczam dwie gleby, ale zjeżdżam prawie całość. Na ostatnim długim podjeździe idę na sto procent czując, że do mety już dosyć blisko. Wyprzedzam wielu zawodników, a pod koniec na wypłaszczeniu  dogania mnie zawodnik z In-Motion. Zabieram się za nim na kole, ale ciągnie tak mocno, że w końcu mnie urywa na zjeździe. Ja próbując utrzymać się na kole tracę zbyt wiele sił i na samej końcówce umieram na, krótkim ale wrednym błotnistym podjeździe. Mija mnie tam sporo zawodników, potem już tylko ostatni zjazd po korzeniach i meta. Pogoda  w trakcie maratonu była dobra, padało tylko trochę, a czasami nawet wyjrzało słońce :) Warunki terenowe były trudne: śliskie kamienie i korzenie, trochę błota. Jechałem bardzo zachowawczo na zjazdach i walczyłem na podjazdach. Pojechałem lepiej niż się tego spodziewałem, wyścig mogę uznać za udany. Do mety dojechałem z czasem 03:27:58, 69 Open i 24 w M2.

Krzysiek

 
«« pierwsza « poprzednia 31 32 33 34 35 36 37 38 39 następna » ostatnia »»

Strona 39 z 39

Sponsorzy

Northtec

 

Rower Tramp